DO-MI-NA-CJA

...jest, istnieje i ma się dobrze i podobnie jak uległość, nie jest niczym złym, o ile dobrze rozumie się jej kontekst. Zaprzeczanie istnienia dominacji (czy hierarchii) w relacjach jest prawie tak samo niemądre, jak próby budowania długotrwałej relacji w oparciu o dominacyjne zachowania właśnie.

Ten rozdźwięk trzeba szybko wyjaśnić - jeśli chcemy mieć z psem poukładaną partnerską relację to absolutnie nie budujemy jej na dominacji, ale jednocześnie to nie znaczy, że dominacyjne zachowania nie będą się pojawiały, albo że dominacja w ogóle nie istnieje, albo że jest zła. Ona istnieje, ma się dobrze i do tego zawsze będzie obecna, choćbyśmy napisali 10 000 krytykujących ją artykułów i zabronili jej ustawowo (ten kto by zabraniał, nota bene w pewnym sensie sam by przejawiał zachowanie dominacyjne). Dominacja i uległość są niezbędne w procesie kształtowania długotrwałej relacji. Pomagają m.in. rozwiązywać rodzące się z czasem konflikty i nieporozumienia w bezpieczny sposób.

Chcę mieć w psie partnera, ale to ja jestem w tej relacji "senior partnerem" - ta ja zdecyduję co robimy, gdy pojawią się wątpliwości lub nie zgodzę się na jakieś zachowanie, gdybym uznał, że jest groźne czy nieodpowiednie w danym momencie. Zabraniając psu zjeść gówniuszczko z ziemi robię nic innego jak blokuje mu dostęp, bezkrwawo i bez konfliktu odbieram mu tę możliwość. I to w skrócie jest definicja dominacji – w danej chwili zdobywam lub utrzymuję czasową kontrolę nad zasobem i nikt w tej sytuacji nie odnosi obrażeń. W takim momencie ja wiem (bo znam swojego psa), że mogę wystąpić w roli jednostki dominującej, a mój pies wie, że może odstąpić od swojego zamiaru zjedzenia gówienka. Nikt nie robi nikomu krzywdy i dalej idziemy razem przez świat. To naturalne zjawiska i zachowania, właściwe w każdej dobrze współpracującej grupie. Dzięki temu, że w pewnej sytuacji ktoś dominuje, a ktoś ulega, cała społeczna grupa – w tym grupa pies + człowiek – może z powodzeniem trwać, nie narażając się na rozlew krwi. Jeśli celem działania jest natomiast uszkodzenie, zranienie itp. – to już jest agresja i inna para kaloszy.

Podstawą długotrwałej, zdrowej relacji zawsze jest zaufanie – bez zaufania, próby dominacji mogą być odczytane jako agresja i spotkać się z krwawą odpowiedzią. To częste wyzwanie u właścicieli, którzy „od dziś się biorą” do pracy. Swojemu totalnie rozpieszczonemu psu, z którym relacja jest płytka i ograniczona do głasków, zalegania na sofie, spacerku i podania jedzenia, próbują nagle wprowadzać jakieś swoje „zasady”. Wygląda to w skrócie tak: Człowiek: „Pimpuś zejdź z łóżka!” Pimpuś: „WRRyyy!” Człowiek: „Ojoj faktycznie dominacja to zło…przecież nigdy na mnie nie warczał” „…chyba się wycofam albo dam mu kiełbaskę, może zejdzie..albo właściwie niech leży, przecież mi to nie przeszkadza”.

Taka reakcja psa w podobnej sytuacji mówi tylko tyle, że nie jest ze swoim człowiekiem dogadany na innych poziomach. Jak mogę oczekiwać odstąpienia od zasobu, gdy pies nigdy albo prawie nigdy nie miał okazji przekonać się, że czegokolwiek od niego mogę oczekiwać? Nie ufa mi. Mieszkamy ze sobą, ale mało się znamy – czemu miałby mnie słuchać? (czyt. czemu miałby pozwolić mi dominować w danej chwili). ------------- Miało być krótko, nie wyszło…a mogłoby być znacznie dłużej.

Najlepszy tekst o dominacji jaki znam jest tu: https://rogerabrantes.wordpress.com/.../dominance-making.../

A na filmiku zaaranżowałem małą sytuację z dominacją w tle – w pewnym momencie Roxi dominuje Brunka, ten ulega, a za chwilę ja dominuję Roxi. Mimo obecności cennego zasobu cała sytuacja kończy się spokojnie, bez konfliktu – a to dlatego, że trochę się kumamy, czego wszystkim życzę.




57 wyświetlenia0 komentarz

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie